„Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, by szukać i zbawić tego, który zginął” (Łk 19,10)

Motto tegorocznej pielgrzymki to słowa Chrystusa wypowiedziane podczas Jego wizyty w domu Zacheusza, przełożonego celników tj. poborców podatków w Jerycho (można by go zapewne porównać do współczesnego dyrektora Urzędu Skarbowego w dużym mieście wojewódzkim). Aby lepiej zrozumieć ich znaczenie trzeba powiedzieć nieco więcej o kontekście tej wypowiedzi. Przyjrzyjmy się zatem ewangelicznej opowieści, z której została zaczerpnięta.

Ta opowieść powinna być powszechnie znana, bowiem słyszymy ją w cerkwiach co roku w Niedzielę o Zacheuszu, cztery tygodnie przed Wielkim Postem. Ponadto, ten właśnie fragment Ewangelii czytany jest podczas obrzędu poświęcenia nowego domu.

Słyszymy wówczas o bogatym człowieku, który chciał zobaczyć Chrystusa, ale nie mógł ze względu na wielki tłum ludzi i swój mały wzrost. Pomimo tych trudności nie zrezygnował. Podbiegł nieco dalej ulicą, którą szedł Chrystus i aby móc Go zobaczyć, wspiął się na drzewo sykomory. Przechodząc obok, Chrystus zatrzymał się i zwrócił się do niego ze słowami: „Zacheuszu zejdź czym prędzej, bowiem dzisiaj trzeba Mi zatrzymać się w twoim domu”. Zacheusz zszedł śpiesznie z drzewa i z radością przyjął Chrystusa w swym domu. Wszyscy wokół szemrali natomiast: „Do człowieka grzesznego poszedł w gościnę”. Celnicy uważani byli bowiem za ludzi grzesznych przez to, że pracowali dla okupanta i na rzecz cesarstwa Rzymskiego pobierali od swych współbraci podatki, a zawyżając je przy tym, zachowywali ich część dla siebie. Jak słyszymy dalej, Zacheusz wstał i powiedział: „Panie, oto połowę mojej majętności daję biednym, a jeśli od kogoś coś wymusiłem, oddaję poczwór­nie”. W odpowiedzi na słowa Zacheusza Chrystus stwierdza: „Dzisiaj zbawienie stało się udziałem tego domu, jako że i ten jest synem Abra­hama”, po czym wypowiada zdanie, które stało się mottem tegorocznej pielgrzymki.

Można mieć wrażenie, że słowa Chrystusa są reakcją na deklarację Zacheusza, że oddaje połowę swych majętności biednym, a wszystkich, którzy doznali od niego krzywdy, wynagrodzi w czwórnasób. Powinniśmy jednak wziąć pod uwagę również to, co wydarzyło się wcześniej. Zauważmy – chcąc zobaczyć Jezusa z Nazaretu, nauczyciela i uzdrowiciela, o którym wszyscy już słyszeli, Zacheusz, człowiek bogaty, wysoko postawiony ważny urzędnik państwowy włazi na drzewo. Czyż nie naraża się przez to na śmieszność, na pogardliwe wytykanie palcami? Z pewnością tak mogło być, ale Zacheusz nie dbał o to, co inni o nim powiedzą czy pomyślą. On bardzo chciał zobaczyć Jezusa z Nazaretu. Można w związku z tym pokusić się o stwierdzenie, że z całej rzeszy ludzi, którzy się tam zebrali, jedynie Zacheusz prawdziwie pragnął Go zobaczyć. Chrystus zatrzymał się przy Zacheuszu nie dlatego, że siedząc na drzewie był widoczny lepiej od wszystkich pozostałych, ale właśnie w odpowiedzi na jego pragnienie, wyrażone i potwierdzone zachowaniem, które inni mogliby uznać za ośmieszające go i niepoważne. Wspiął się na drzewo, bo pragnął choć z daleka zobaczyć. Świadom swej niegodziwości zapewne nawet pomyślał o możliwości bezpośredniego spotkania. Bardzo pragnął jednie zobaczyć, a w odpowiedzi na to nieśmiałe pragnienie Chrystus przychodzi do jego domu. To pod wpływem spotkania z Chrystusem Zacheusz dostąpił całkowitej przemiany – choć nie był o to proszony, zadeklarował, że będzie pomagał potrzebującym i przeprosi tych, których niegdyś skrzywdził.

To w ten sposób Syn Człowieczy odszukał i zbawił „tego, który zginął” pod brzemieniem grzechów, do których nie chciał się przyznać, albo których nie zauważał. Spotkanie z Synem Człowieczym, który jest „Światłością tego świata” (J 8,12) spowodowało, że Zacheusz prawdziwie ujrzał nie tylko to, jakim się stał przez to, że grzeszył, ale również to, jakim powinien się stać, przez to, że został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. To spotkanie z Chrystusem spowodowało całkowitą przemianę Zacheusza, jego zbawienie.

„Ten, który zginął” to każdy z nas. Gdy grzeszymy, za każdym razem odwracamy się od Boga i oddalamy się od Niego, giniemy jak syn marnotrawny, który odszedł z domu Ojca do jakiejś dalekiej krainy. Syn Człowieczy przyszedł by odszukać i zbawić każdego z nas. Pamiętajmy jednak o tym, że syn marnotrawny zapragnął powrotu do domu Ojca, podobnie jak Zacheusz zapragnął zobaczyć Jezusa z Nazaretu.

Próbujmy zatem naśladować Zacheusza. Rozbudzajmy w sobie pragnienie bliskiego spotkania z naszym Zbawicielem, aby zbliżając się do Niego, zbliżając się do Światłości, prawdziwie zobaczyć siebie, dostrzec niedostrzegane dotychczas błędy i przewinienia, dostąpić pokajania, które święci ojcowie nazywali „głębokim zrozumieniem”.

o. Włodzimierz Misijuk