W 2025 roku mija sto lat od wydania „Prawosławnego Białorusina”. Było to pierwsze regularne prawosławne czasopismo w języku białoruskim, które ukazywało się w II Rzeczypospolitej. Choć istniało zaledwie przez jedenaście miesięcy i zostało szybko zamknięte pod presją władz polskich, odegrało niezwykle ważną rolę w promowaniu białoruskiej kultury i edukacji wśród prawosławnych białoruskich mieszkańców II Rzeczypospolitej.
„Prawosławny Białorusin” był czasopismem łączącym tematykę religijną, ludową, literacką i popularnonaukową. Ukazywał się od lutego do grudnia 1925 roku w Warszawie. Inicjatywa wyszła od Białoruskiego Klubu Poselskiego. Skupiał on białoruskich posłów, którzy zabiegali o prawa i potrzeby białoruskiej mniejszości narodowej. Wśród jego członków byli znani działacze prawosławni, tacy jak Wiaczesław Bahdanowicz czy Włodzimierz Juźwiuk. Ich celem było nie tylko polityczne reprezentowanie Białorusinów, ale też troska o ich duchowe i kulturowe odrodzenie w granicach II Rzeczypospolitej. Działalność klubu znacząco wpłynęła na ożywienie białoruskiego życia wydawniczego. To właśnie między innymi z jego inspiracji i wsparcia w 1925 roku w Polsce ukazało się aż dwadzieścia nowych periodyków w języku białoruskim. Był to prawdziwy przełom, swoista „wydawnicza wiosna”, w której narodowe inicjatywy zyskały więcej przestrzeni do rozwoju.

Za pomysłem stworzenia czasopisma stał poseł Piotr Miotła. Na początku 1925 roku został mianowany redaktorem doświadczony Jan Paczobka. Był to agronom i poeta znany z łamów „Naszej Niwy”. Bez wsparcia cerkiewnych władz w Polsce wydawanie czasopisma byłoby jednak niemożliwe. Pierwszy numer ukazał się pierwszego lutego 1925 roku, pół roku po tym, jak synod oficjalnie dopuścił szersze użycie języka białoruskiego w Liturgii. Zgoda na kazania po białorusku i możliwość nauczania religii w języku ojczystym stworzyły przestrzeń dla rozwoju nowego rodzaju prasy religijnej, m.in. duchowej, edukacyjnej, ale też narodowej.
„Prawosławny Białorusin” przetrwał jedenaście miesięcy. Ostatni numer ukazał się 25 grudnia 1925 roku. Czasopismo zostało zamknięte w wyniku presji państwowych władz, które uznały je za zbyt „radykalne” w swojej pronarodowej postawie. W sumie wydano 22 numery, a od lipca dołączano do nich miesięczny dodatek „Prawosławne Kazania” z tekstami kazań po białorusku, które były pomocne dla duchownych sympatyzujących z ideą narodowego białoruskiego odrodzenia.
Czasopismo drukowano w Synodalnej Drukarni w Warszawie przy ul. Zygmuntowskiej 13 (dzisiejsza Aleja Solidarności 52), tuż obok soboru św. Marii Magdaleny. Sama drukarnia była jednym z największych centrów wydawniczych Cerkwi prawosławnej w Europie Środkowo-Wschodniej. To tutaj powstawały takie tytuły jak: „Wiadomości Metropolii Prawosławnej w Polsce”, „Słowo”, „Woskresnoje Cztienije” czy „Duchownyj Sijacz”.

Za oprawę graficzną „Prawosławnego Białorusina” odpowiadał bliski przyjaciel Paczobki, wybitny białoruski artysta Jazep Drazdowicz. To najpewniej z jego inicjatywy Drazdowicz stworzył ilustracje do pisma. Ich relację dobrze oddaje pewna anegdota. Podczas jednej z rozmów artysta pokazał redaktorowi swoje szkice przedstawiające fantastyczne wyobrażenia Saturna. Sam nie do końca rozumiał, co narysował. Wtedy Paczobka z uśmiechem wyjaśnił: „To starożytne, bezteleskopowe obserwatorium astronomiczne. Przez to okienko patrzą na niebo”.
Czasopismo otrzymało oficjalne błogosławieństwo od metropolity warszawskiego i całej Polski Dionizego (Waledyńskiego). Jego słowa zapisano na pierwszej stronie pierwszego numeru: „Błogosław, Boże, to słowo białoruskie na chwałę Cerkwi Prawosławnej i dla dobra narodu białoruskiego”. Można przypuszczać, że metropolita Dionizy, wspierając wydawanie czasopisma w języku białoruskim, chciał zyskać poparcie białoruskiego społeczeństwa dla idei autokefalii Cerkwi prawosławnej w Polsce. Taka wizja była zgodna z ambicjami białoruskich działaczy narodowych. W zamian za oficjalne pozwolenie, realne możliwości druku i wsparcie hierarchy, oczekiwano lojalności oraz propagowania idei autokefalii Cerkwi. Była to umowa korzystna dla obu stron.
Głównym celem „Prawosławnego Białorusina” było wprowadzenie języka białoruskiego do życia duchowego Cerkwi w Polsce. Redakcja konsekwentnie określała białoruski jako „język ojczysty” i domagała się jego obecności nie tylko w kazaniach, ale także podczas Liturgii. Jak pisano: „Tylko słowo wypowiedziane z ambony w ojczystym języku najgłębiej trafia do duszy modlącego się”. Język był tu postrzegany nie jako sprawa światopoglądu, ale praktyczne narzędzie porozumienia między kapłanem a wiernymi.
Redakcja „Prawosławnego Białorusina” otwarcie wspierała decyzje najwyższych władz cerkiewnych dotyczące legalizacji języka ojczystego w liturgii, wyrażając lojalność i wdzięczność wobec hierarchii. Był to wyraźny sygnał gotowości do współpracy z cerkiewnymi strukturami, ale jednocześnie przebijała się przez te teksty subtelna nadzieja, że niższe szczeble administracji kościelnej nie będą ignorować ani hamować realizacji tych decyzji.
„Wiemy, że nie wszyscy dziś kroczymy tą samą drogą, że różnimy się poglądami i spojrzeniem na rzeczywistość, ale życie domaga się od nas zjednoczenia wokół Głowy naszej Cerkwi w Polsce. Wszelka niechęć lub walka z nią tylko pogłębi nasz duchowy rozkład i pozwoli wzmocnić się naszym wrogom.” Autorzy tekstu zwracają uwagę, że białoruscy prawosławni znaleźli się w wyjątkowo trudnym momencie historii. Wskazują na szereg zagrożeń i wyzwań, które dotykają tę społeczność religijną w granicach państwa polskiego. Już we wstępie czasopisma przebija się troska o los Cerkwi w Polsce. W tle tej napiętej sytuacji należy przypomnieć dramatyczne wydarzenie sprzed dwóch lat. Ósmego lutego 1923 roku w siedzibie warszawskiej metropolii zamordowano metropolitę Jerzego. Sprawcą był archimandryta Szmaragd, rektor seminarium duchownego w Chełmie, zdecydowany przeciwnik autokefalii.
Jednocześnie redakcja tłumaczyła, dlaczego język białoruski powinien na dobre zagościć w cerkwiach. W jednym z tekstów o. Modest Jackiewicz pisał z przekonaniem: „Naród białoruski dojrzał już do tego stopnia, że używanie języka ojczystego będzie dziś wielką korzyścią zarówno dla Cerkwi, jak i dla nas samych. Mowa matczyna podniesie ducha, wzmocni nasze siły duchowe i zjednoczy nas w jedną rodzinę wierną swojej Prawosławnej Cerkwi, wierną tradycjom przodków i swojemu duchowemu Zwierzchnikowi Metropolicie.”
„Prawosławny Białorusin” miał też inne ambicje. Chciał informować czytelnika o kulturze, historii i pogłębiać jego świadomość duchową oraz narodową. Jak napisano w jednym z numerów: „Nic innego, tylko światło prawdy, sama świadomość i kultura przyniosą nam spokój i dobrobyt”. Czasopismo adresowano także do najbiedniejszych warstw społeczeństwa, starając się ułatwić im dostęp do wiedzy o Cerkwi, kulturze i edukacji. Zdaniem redakcji, silną tożsamość narodową można zbudować tylko wtedy, gdy szerokie kręgi społeczne będą miały dostęp do nauki.
Jak już wcześniej wspomniano, od ósmego numeru do czasopisma „Prawosławny Białorusin” dołączony został bezpłatny dodatek „Kazania Cerkiewne”. Wszystkie zamieszczone w nim kazania przygotowano w języku białoruskim. Celem dodatku było nie tylko dostarczenie duchownym gotowych tekstów do liturgicznego wykorzystania, lecz także realizacja istotnej misji oświatowej. „Kazania Cerkiewne” pełniły wyraźnie dydaktyczną funkcję. Miały wspierać tych kapłanów, którzy ukończyli rosyjskie seminaria duchowne i nie posługiwali się biegle językiem białoruskim, a chcieli przemawiać do wiernych w sposób dla nich zrozumiały i bliski. W ten sposób „Kazania Cerkiewne” stały się nie tylko religijnym dodatkiem do czasopisma, ale również ważnym narzędziem narodowej i językowej edukacji. Nie były to jedynie proste kazania o typowo teologiczno-moralizatorskim wydźwięku. Między wierszami pobrzmiewała troska o język i tożsamość wiernych. Szczególnie wymowne są słowa zaczerpnięte z Nowego Testamentu, z Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian: „Jeśli przyjdę do was, bracia, i będę mówił niezrozumiałym językiem, jaki będzie z tego pożytek dla was?” (1 Kor 14,6).
Ostatni, 22. numer „Prawosławnego Białorusina” ukazał się 25 grudnia 1925 roku. Jak się okazało, był to numer pożegnalny. Redakcja wskazała „niezależne przyczyny” zakończenia działalności, jednak wiele wskazuje na to, że pismo zostało zamknięte na skutek nacisków ze strony państwa.
„Prawosławny Białorusin” wspierał ideę autokefalii prawosławnej Cerkwi w Polsce. Wydawać by się mogło, że takie stanowisko zadowalało Warszawę. Jednak to nie wystarczyło. Redakcja była zbyt wyraźnie białoruska, zbyt jednoznaczna w swoim przesłaniu. To właśnie ta „zdecydowana postawa” stała się ostatecznym powodem zamknięcia pisma. Do jego upadku mogła przyczynić się również publikacja artykułu dotyczącego cerkwi w Małym Możejkowie (powiat lidzki), gdzie doszło do ostrego konfliktu między prawosławnymi a katolikami. Władze administracyjne próbowały przekazać świątynię katolickiej społeczności. Spotkało się to z ostrym sprzeciwem wiernych prawosławnych i hierarchii cerkiewnej. Redakcja po raz pierwszy pozwoliła sobie wówczas na wyraźny komentarz: „W każdym razie próba odebrania przez polskie władze kilku tysiącom prawosławnych ich rodzimej świątyni i przekazania jej kilkudziesięciu duszom katolickim dobitnie świadczy o stosunku Polaków do prawosławnych na tzw. Kresach.”. Być może to właśnie ten tekst przelał czarę goryczy.
W tym samym numerze znalazło się poruszające rozważanie ojca Modesta Jackiewicza, w którym w dniu Bożego Narodzenia napisał: „Myślcie poważnie, chrześcijanie, w chwili narodzin Wiecznego Światła; poważnie przyjmujcie Światło ze Wschodu, które zapłonęło dwa tysiące lat temu i oświeciło cały świat. Poważnie potraktujcie dzisiejszy dzień, bo rodzi się wasze i wszystkich Alfa i Omega, początek i koniec.” Można odnieść wrażenie, że w tych słowach kryje się również symboliczne, gorzkie i wzniosłe zarazem, pożegnanie jednego z najbardziej oddanych współpracowników czasopisma.
W ostatnim artykule zatytułowanym „Czas zrozumieć” redakcja pisma nie kryła rozczarowania. Mimo wielomiesięcznych starań, błogosławieństwa hierarchy i wsparcia intelektualistów, nastawienie duchowieństwa wobec języka białoruskiego praktycznie się nie zmieniło. Kazania po białorusku były wciąż rzadkością, wyjątkiem potwierdzającym regułę. Redaktorzy nie ukrywali goryczy: „Naprawdę, już czas, by nasze duchowieństwo zrozumiało, że ich obojętność wobec pasterskich obowiązków i negatywne nastawienie do narodowej świadomości wiernych, tylko daje argumenty w ręce jezuitów, unitów i innych wrogów Cerkwi prawosławnej – jak baptyści, sztundyści i inni.”
Taka była „Omega” „Prawosławnego Białorusina”, pierwszego prawosławnego czasopisma wydawanego w języku białoruskim. Przez niespełna rok swojego istnienia redakcja nieustannie walczyła o miejsce ojczystego języka w cerkwi, edukacji i kulturze. Zostawiła po sobie ważne świadectwo i inspirację dla przyszłych pokoleń. Po zamknięciu pisma proces białorutenizacji prawosławnej Cerkwi potoczył się dwutorowo. Działały tu zarówno oficjalne struktury cerkiewne, jak i niezależny, oddolny ruch narodowo-cerkiewny. Oba te kierunki często się spotykały, ale niekiedy też sobie przeczyły.
Maksym Fionik